Jesień 2008 r. upłynęła głównie na nauce i na spotkaniach ze znajomymi. W ogóle to w połowie miesiąca miałem porządnego lenia . Szczerze przyznam, że mnie to zaniepokoiło. Do egzaminów pozostawało coraz mniej czasu, a mi się po prostu nie chciało przygotowywać. Co więcej zostałem zaproszony na jakąś imprezę u znajomego na akademiku . Nie wiem czy imprezowanie nie podziała na mnie w sposób negatywny w dużej mierze mnie rozleniwiając. Nie opierałem się jednak mając lichą nadzieje na to, że uda mi się cokolwiek pojąć w tak krótkim czasie. Po zajęciach udaliśmy się do KFC, gdzie zamówiliśmy kubełek kurczaczków . Wyjąłem książkę Mateusza, którą zakupił w księgarni. Traktowała o najbardziej tajemniczych morderstwach w historii. Zaintrygował mnie tytuł i chciałbym czegoś więcej się na ten temat dowiedzieć. Tej nocy u kogoś przekimam . Nie za bardzo uśmiecha mi się spędzać jej na dworcu. Zbyt niebezpiecznie. Po najedzeniu się zaczęliśmy zmierzać do akademika. Byłem ciekawy jak będzie wyglądać impreza u Mateusza. Droga była długa i chłodna. Nie było już bowiem tak ciepło jak wcześniej. W drodze do celu wpadliśmy jeszcze do biedronki, gdzie kupiliśmy trochę różnorodnego prowiantu.

Na akademickim korytarzu spotkał nas obraz przedstawiający drzwi szklane i wiadro ze stojącą wodą i mop. Sporo studentów zdążyło się zjechać. Puścili muzykę typową punkową, by zgodnie z prośbami przerzucić się na psytrance. Większość ludzi zaczęła debatować. Rozwinęła się miła, a przede wszystkim niezwykle inteligentna rozmowa pomiędzy nami – studentami. Filozofia, literatura, film i wierzenia stanowiły główny temat naszej rozmowy. Ogólnie spoiliśmy się różnymi napojami wyskokowymi pokroju taniego wina czy adwokata. Robiło się coraz przyjemnie. Z Mateuszem, który na pierwszy rzut oka przypomina dużego i agresywnego skina zacząłem prowadzić żywą polemikę na temat Platona. W późniejszym czasie graliśmy we flirta, by później zacząć czynić wesołą sesję zdjęciową. Impreza trwała dość długo. Skończyła się może o 3 albo 4 w nocy. Zasnąłem. Zresztą to było do przewidzenia. Zbudziłem się jednak około 8.20. Autobus miałem po godz.10.00, tak więc mógłbym w sumie zacząć zbierać się do domu. Odprowadzili mnie do dworca głównego, gdzie wyczekiwałem swojego transportu. O przewidywanej godz. odjechałem w kierunku Kwilcza .